|
sobota, 21 sierpnia 2010
Czy takie można odnieść wrażenie po nie udanym szczycie USA-UE w Madrycie jaki miał się odbyć w maju? Z pewnością coś w tym jest. Jednak Amerykanie teraz próbują nadrobić stracony czas zobowiązując sie wziąć udział w połączonym szczycie NATO i USA-UE w Lizbonie. Co do poprzedniego nieudanego spotkania "gigantów" prawdopodobnie Barack Obama był zdezorientowany co do dwuwładzy we Wspólnocie Europejskiej. Po wejściu traktatu lizbońskiego, powołaniu urzędu przydenta UE i równoczesnej prezydencji Hiszpanii każdy byłby nie pewny co do przewodnictwa w Unii. Dublowanie kierownictwa w Europie nie wróży dobrze. Być może dyplomaci z Brukseli zapatrzeni są w stronę Rzymskiej historii, gdzie dwóch konsulów równocześnie rządziło republiką. Być może to właśnie doprowadziło do kryzysu z USA o jakim mówią politycy wspólnoty, czyli dwuwładza. Jedno jest pewne, że nie wiadomo kto rządzi i kieruje w UE. Władza w Brukseli jest dzielona i rozdrabniana na drobne kawałki. I co z tego, że Unia jest drugim co do wielkości rynkiem i drugą gospodarka światową. Bez dobrego kapitana taki okręt daleko nie popłynie, tym bardzie, że teraz osiada na mieliźnie jaką jest kryzys światowy.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Europa żyje w bezpiecznych czasach i dlatego stać ją na uniki - tak sądzą politycy w Brukseli, ale USA oczekuje od UE czegoś zgoła odmiennego.
W świecie postzimnowojennym, gdzie terroryzm, kryzys ekonomiczny i zmiany klimatyczne rysują niepewną przyszłość partner za oceanu oczekuje od Unii zgoła czegoś innego. Stabilna i silna polityka zagraniczna "starego kontynentu" utrwaliłaby supremację zachodu nad światem. Pewne jest, że przewodnictwo USA wygasa, na horyzoncie pojawiają sie nowe idee i mocarstwa. Jednak partnerstwo starego i nowego świata dałaby przeciwwagę Chiną, Rosji. Do tego potrzebne jest silne przywództwo w szeregach Unii. Fakt, że prezydent Herman van Rompuy jest dobrym politykiem, ale Europie potrzebny jest mąż stanu z prawdziwego zdarzenia. Być może na ten urząd obywatele UE powinni wybierać polityka w wyborach powszechnych tak jak to się robi w USA.
Z drugiej strony Bruksela coraz częsciej mówi różnymi głosami. takie kraje jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania starają się realizować swoje prywatne cele narodowe. Tutaj brak dyscypliny i dlatego silny prezydent Unii Europejskiej potrafiłby wprowadzić minimalny rygor wsród państw członkowskich UE.
Więc, czym naprawdę jest Europa? Dziwnym, okaleczonym organizmem wielopaństwowym, wyrosłym na pięknej tradycji helenistycznej. Kontynentem, który dalej nie potrafi znaleść sobie miejsca w świecie 21 wieku, Unią starzejących się ludzi, gdzie produkt krajowy brutto spada z każdym rokiem, a życie staje się coraz droższe.
czwartek, 12 sierpnia 2010
Jakiś czas temu postanowiłem założyć bloga o UE. Jednak chwila pokazuje, że nie sposób nie pisać o tym co dzieje się w kraju czyli o krzyżach. Dziś rano oglądając tv tylko jedna myśl przyszła do głowy. Ten naród, polskie społeczeństwo woła o ratunek. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu stał się totemem, symbolem, czymś magicznym. Ludziom brakuje CZEGOŚ, KOGOŚ w co chcieliby, mogliby wierzyć, patrzeć z ufnością w przyszłość. Zastanówmy się, kto jest autorytetem w tym kraju dziś? Odpowież jest prosta - NIKT. Różne pomysły polityków w ciągu ostatnich lat zawiodły, pokazując erozję sceny politycznej. Promująca sie idea Unii Europejskiej wali sie w posadach nie mając solidnych fundamentów. Społeczeństwo samo próbuje zapełnić powstałą lukę ideologiczną. Obawa może być jedna, że jak dawniej w pierwszej połowie dwudziestego wieku, mogą pojawić się siły, które będą starały się przeciągnąć społeczeństwo na swoją stronę, tworząc nowe systemy ekonomiczne i polityczne nieprzyjazne narodowi. Być może jest to ostrzeżenie dla Polski i całej Europy. Coś się kończy, zaczyna się nowy okres w historii kontynentu.
piątek, 06 sierpnia 2010
Słuchając dziś orędzia PREZYDENTA KOMOROWSKIEGO odniosłem wrażenie, że żyjemy w kraju, gdzie wszystko zmierza w dobrym kierunku, nic złego wydarzyć się już nie może; zielona wyspa na mapie „starej Europy”, jesteśmy szczęśliwym narodem, a PAN PREZYDENT wierzy w nas wszystkich. Z drugiej strony wydarzenia z ostatnich dni z krzyżem w tle, gdzie nasza narodowa głupota pokazała oblicze, zaprzeczają temu wszystkiemu. Jak to wszystko rozumieć? Gdzie jesteśmy i gdzie powinniśmy być w zmieniającej się Europie? Nasi zachodni sąsiedzi na naszych oczach pod wpływem stagnacji UE zmieniają swoją politykę zagraniczną. Szukają nowych aliansów. Mam tu na myśli współpracę Niemiec z Rosją. Stało się faktem, że ta największa gospodarka Unii Europejskiej, która do tej pory pchała całą wspólnotę do przodu pod wpływem zmieniającej światowej koniunktury zaczęła transformować swoje relacje partnerskie. Sojusz tych dwóch narodów staje się faktem. Niemcy zawsze kierowały się własnym interesem i tego nie można im bronić. Żyjemy w czasie, gdzie jednobiegunowy porządek świata odchodzi ( odszedł) w zapomnienie. Na naszych oczach rodzą się nowe rywalizujące ze sobą centra polityczno – gospodarcze. To co dzieje się dziś trochę przypomina początek dwudziestego wieku: kipiący tygiel gigantycznych gospodarek. Tylko gdzie jest miejsce dla naszej Polski? O tym zapomniał wspomnieć dziś PAN PREZYDENT. Mówił o sojuszu z USA, partnerstwie z Brukselą, Berlinem, Paryżem, o dobrych stosunkach z Moskwą. To wszystko już było. Prezydent Komorowski nie wskazuje nowego kierunku w polityce zagranicznej. Być może w ten sposób odsuwa naszą ojczyznę na margines politycznego bytu Europy. Wygląda na to, że przyjdzie nam żyć gdzieś na obrzeżu jednego z biegunów politycznych, jaki będzie kreowany przez któregoś z naszych sąsiadów. Wraz z naszymi politykami żyjemy w matrixowskim raju przepełnionym piękną wspólnotą krajów Europy. Oby ten sen nie skończył się szybko, a przebudzenie może się okazać pełne goryczy.
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
CZY MAMY WPUŚCIĆ TURCJĘ DO EUROPY? CAMERON OBNAŻYŁ PRAWDĘ O NIECHĘCI DO TEGO KRAJU.
Czy brytyjski premier David Cameron miał rację zarzucając UE antymuzułmańskie nastawienie. Jego wystąpienie było dość stanowcze. Oświadczył, że skoro Turcja jest aktywnym członkiem NATO, bierze udział w operacjach wojskowych( miał tutaj na myśli Afganistan), to dlaczego nie pozwala się jej na wejście do Unii. Cameron wprost zarzucił Brukseli postawę antyreligijną, brak zrozumienia w stosunku do muzułmańskiej wiary i kultury. Prawdą jest, że proces członkostwa Turcji jest odwlekany. Podawane są różne przyczyny. Jednak dopiero teraz brytyjski premier powiedział co jest przyczyną niechęci, braku woli Unii Europejskiej aby muzułmański członek NATO wstąpił do elitarnego klubu jakim jest UE. Wojskowym z Paktu Północnoatlantyckiego nie przeszkadza, że ćwiczą na poligonach i biorą udział w operacjach wojskowych z Tureckimi kolegami. Inaczej jest w Brukseli gdzie widzimy niechęć, brak przełamania barier społecznych, obyczajowych, a przede wszystkim strach przed nowym członkiem. My Polacy powinniśmy to rozumieć doskonale, zaglądając do naszej niezbyt odległej historii, gdzie jeszcze w przedrozbiorowej Rzeczpospolitej próbowaliśmy budować państwo, federację dwu, a może nawet wielonarodową, chełpiąc się tolerancją. Efekty budowania wspólnego domu znamy: rozbiory i niewola. Podobnie jak dziś zabrakło nam zrozumienia dla innych narodów i właśnie tolerancji dla religii, poszanowania innych grup społecznych, dania im wolności. To wszystko skończyło się dla nas tragicznie. Wyciągnijmy wnioski z naszej historii i przedstawmy je na forum Europy. Strach i uprzedzenia przed inną kulturą i religią nie prowadzą do niczego dobrego. Przyjmując Turcję do UE Bruksela pokaże swoją wartość, a w przyszłości korzyści będą dodatnie. Od razu pojawia się problem ostatnio poruszany w news-ach, a mianowicie; starzenie się społeczeństwa europejskiego, a co za tym idzie problemy z siłą roboczą w przyszłości. Przyjęcie naszego południowego sąsiada z Azji mniejszej mogło by rozwiązać ten problem. To społeczeństwo jest młodsze i bardziej elastyczne. Wszystko tylko zależy od europejskich polityków. Czy będą wstanie wyobrazić sobie parlament UE z Turcją i Europę dwóch religii. Tego nie potrafiła zrobić polska szlachta, nie zdobyła się do wspólnego biesiadowania z kozakami, z biskupami katolickimi i prawosławnymi, a szkoda. Być może teraz byśmy żyli w innej rzeczywistość, po prostu lepszej.
czwartek, 29 lipca 2010
Unia Europejska zachowuje się jak żółw, który dostał gospodarczej zadyszki, przegrywając z Chinami.
poniedziałek, 26 lipca 2010
CZY ISTNIEJE NARÓD EUROPEJCZYKÓW? Kiedyś zapytałem dwunastoletniego chłopca, kim naprawdę chciałby być? Spodziewałem się jednej odpowiedzi: Polakiem, bo przecież urodziliśmy się i żyjemy w Polsce. Jednak pomyliłem się bardzo. Odpowiedź była krótka i stanowcza. - Czuję się Europejczykiem. Chciałbym być Europejczykiem. Ciarki przeszły mi po plecach. Nie spodziewałem się takich słów. Ja żyjąc w naszym zwariowanym świecie, goniąc od rana do nocy, tylko mogłem marzyć o statusie Europejczyka – pełnoprawnego obywatela kontynentu na którym żyjemy, Unii Europejskiej. Nie stać byłoby mnie , a może nie miałbym odwagi wymówić takich słów. Ja wychowany w polskiej tradycji, gdzie najwyższą wartością jest Viktoria Grunwaldzka, Katyń, Powstanie warszawskie i wreszcie tragedia katyńska. Kraj i media, w których ciągle wraca się do naszych historycznych blizn, powtarza się jak mantrę nasze gospodarcze błędy miałbym utożsamiać się z czymś czego tak naprawdę nie ma, co nie jest namacalne, co tylko niektórzy czasem nazywają tożsamością europejczyków, próbują wskrzesić ją jak feniksa z popiołów . A może mylę się. Później zapytałem mojego rozmówcę, dlaczego chciałby być obywatelem UE (Europejczykiem)? Odpowiedź także była krótka i stanowcza. Żeby rozwijać się i żyć. Nastolatek świadom tego co dzieje się w naszym kraju, jakie trudności mogą spaść na jego barki za kilka lat, chociażby szukając pracy i równocześnie zasilając szeregi bezrobotnych, nie utożsamia się już z ideałami swoich rodziców, po prostu szuka nowych, lepszych. Dla niego wzorcem jest idea federacji jaką stworzyły USA, i dlatego opowiedział mi o swojej wizji świata w jakim będzie żył za kilka, kilkanaście lat; na kontynencie gdzie na czele Unii Europejskiej będzie stał prezydent wybrany w powszechnych wyborach (autorytet, osobowość porównywalna z prezydentem USA), mającej spójny i jednolity rząd, armię europejską, flagę i hymn. Młodszemu pokoleniu być może łatwiej jest wyobrazić sobie pewne rzeczy, a później przeskoczyć bariery. Naszym europejskim politykom, a szczególnie niemieckim brakuje tego czegoś – odwagi, aby marzenia z młodości zamienić w czyn, chyba że wiele lat temu fantazjowali o czymś zgoła innym. Obawiam się, że pokolenie tych którzy kierują Unią teraz nie zrobi już nic aby przyspieszyć integrację, zmienić nasz kontynent, zapobiec kryzysowi. Następny ruch będzie należał do młodego pokolenia. To oni nie posiadający balastu europejskiej historii, która nas wszystkich tylko genetycznie wypaczała, będą zmieniać UE do nie poznania. Za piętnaście, a może dwadzieścia lat możemy czuć się zaskoczeni nową Europą jeszcze bardziej zintegrowaną, gdzie bycie Europejczykiem będzie normą, a to równocześnie da następnym pokoleniom szansę na jeszcze większy rozwój.
piątek, 23 lipca 2010
POWSTAJE RZĄD GOSPODARCZY UNII EUROPEJSKIE!?
Słyszymy głosy polityków europejskich zapewniające o utworzeniu rządu ekonomicznego (gospodarczego) Unii Europejskiej. Czym ma być ta instytucja? Niewiele możemy się dowiedzieć z ich wypowiedzi. Bruksela zapewnia o skonsolidowaniu wszelkich wysiłków mających na celu ratowanie obumierającej UE, jej waluty euro, przeciwdziałaniu kryzysowi. Nowa struktura ma na celu nadzorowanie państw członkowskich, wspieranie i pouczanie co do gospodarki i ekonomii wspólnoty. Można byłoby rzecz, że wszystko idzie w dobrym kierunku i lepiej późno niż wcale, a ci którzy dzierżą ster wreszcie obrali właściwy kierunek. Jednak po przeczytaniu artykułu Jędrzeja Bieleckie w Dzienniku Gazeta Prawna pt. „Bruksela tyje przy kryzysie” możemy mieć dość. Euro politycy są w trakcie tworzenia czterech nowy struktur: Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Organ Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych (EIOPA), Europejski Organ Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) oraz Europejska Rada Oceny Ryzyka Systemowego (ESRC). Roczny koszt działalności wyżej wymienionych instytucji ma wynosić 20mln euro. Biura zostały wynajęte w londyńskim Tower 42, w najwyższym i zarazem w jednym z najdroższych budynków stolicy UK. Politycy UE mają powód do dumy. Nadal nie rozumieją że scentralizowany i pożerający wielkie sumy euro „moloch” zniszczy Unię Europejską od środka. Wyżej wymienione cztery instytucje (struktury), które w Brukseli już ochrzczono mianem Ink castles – zamki z atramentu prawdopodobnie będą tylko fabrykami setek zapisywanych kartek papieru gdzie dziesiątki unijnych urzędników będzie się głowiło co wymyślić i skontrolować żeby udowodnić swoim pracodawcom, że zasługują na miesięczną pensję. Właśnie jesteśmy świadkami tworzenia się czegoś, co można nazwać jeszcze jednym potworem biurokracji. Czy tak ma wyglądać rząd gospodarczy unii europejskiej? Te pytania pozostają bez odpowiedzi. Niepokoi bezradność i frywolność euro biurokratów zapatrzonych w tworzenie nowych etatów dla dobra swoich karier. Przecież ich nie może dogonić kryzys w gabinetach, a tym bardziej bezrobocie hulające na naszym kontynencie. Poczekamy, a czas pokaże.
wtorek, 20 lipca 2010
EKONOMIŚCI SPYCHAJĄ EURO W PRZEPAŚĆ
Odzywają się głosy o demontażu europejskiej waluty. Według zasady tonący brzytwy się chwyta, w sytuacji w jakiej znalazła się Unia Europejska niektórzy ekonomiści i politycy pozbyliby się nadbagażu jakim jest euro. Przekonują o wymianie unijnego pieniądza na narodowe waluty (chodzi tu o Portugalię, Włochy, Irlandię, Grecję, Hiszpanię). Mówi się tutaj o powrocie marki niemieckiej. Gdzieś za plecami słyszymy szepty( głosy) o rozpadzie całego systemu(UE), jaki mozolnie budowano przez ostatnie pięćdziesiąt lat, a następnie o powrocie do Europy bez Unii, a może tylko ze wspólnotą, w której znaleźć się miałyby kraje tworzące dawny „rdzeń”. Czy potrafimy wyobrazić sobie nasz kontynent bez wspólnoty? Być może są tacy, którzy już to widzą. Nie potrafię zrozumieć, po co robić krok w wstecz, rezygnując ze wspólnej waluty. Najpóźniej za piętnaście lat ponownie zaczniemy ją reaktywować. Niech lepiej ci którzy wróżą tak źle gospodarce unijnej staną na wysokości zadania i zaproponują rozwiązania adekwatne do zaistniałej sytuacji. Gigantyczny pakiet ratunkowy nie wystarczy. Czas najwyższy wypracować trwałe instrumenty trzymające w ryzach ekonomię kontynentu.
poniedziałek, 19 lipca 2010
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|